NYPuzzle

Uwielbiamy metra!

Rozkminianie siatki połączeń, kierunków, przesiadek sprawia nam przyjemność porównywalną do rozwiązywania krzyżówek czy sudoku. Robimy prywatne rankingi metra z różnych miast.
Nowojorskie nie plasuje się w nich zbyt wysoko. Jest brudne i zawiłe, nie ma podpowiadaczy, do których jesteśmy przyzwyczajeni w większości miast w Europie – kierunek, stacja docelowa, lista przystanków po drodze, życzliwe drogowskazy do głównych atrakcji.
Nic z tych rzeczy – miotaj się człowieku i gub!
Za każdym razem, gdy zjeżdżamy w dół mamy wrażenie, że zstępujemy do Hadesu – mrocznego, brudnego, pełnego oparów, wyziewów i snujących się dusz. Orfeusze też się znajdą – z bogactwem instrumentów – i piękne Eurydyki, a nawet ładne stacje – z tematycznymi mozaikami.

Momentami metro wymieszane jest z Hogwartem – jest taka stacja, na której jeśli wejdziesz na niewłaściwe schody, nie odnajdziesz pociągu. Miotasz się jak oszalały – idąc teoretycznie wg wskazówek – ratunkiem okazuje się życzliwa sprzątaczka (a właściwie Zbieraczka Największych Śmieci, metro nie bywa posprzątane chyba nigdy, w najmniejszym nawet kawałku), która zdradza sekret– dochodzisz do windy, mijasz ją, koniecznie mijasz! , schody – tylko te – do góry, pamiętaj!
Mimo tego wszystkiego – biegających szczurów, bezdomnych sikających na twoich oczach pod kolumnami, smrodu, resztek jedzenia, tłoku, mnogości wariatów – znowu zwycięża ta niesamowita energia, wielorakość i wielobarwność, która cieszy i przyćmiewa jakże liczne niedostatki.

Jak już dostaniesz się do wagonu (nigdy nie wsiada się do pustych – jest jakiś powód dla którego są bezludne!) masz szanse:
być molestowanym przez żebraków – z litanią nieszczęść, zawodów miłosnych i chorób, jakie ich spotkały, połączonych z wrzutami, że pasażerowie mają lepiej,
załapać się na koncert kwartetu czarnych seniorów lub bębniarzy– bardzo fajny!,
zobaczyć pokaz akrobacji na rurach w wykonaniu niezwykle zwinnych, młodych chłopaków – widowiskowy, a jakże
Panie robiące pełen makijaż, czesanko albo obcinanie paznokci na oczach całego wagonu też się znajdą. Pojęcie prywatności jest zupełnie inne, ba! wręcz nie istnieje.
Co ciekawe – ci weseli dostają większe datki, jęczydusz większość unika wzrokiem. W ogóle to uciekanie spojrzeniami to sztuka, którą nowojorczycy opanowali do perfekcji i która pomaga unikać i prowokować niepożądanych sytuacji – proszącego wzroku żebraka, natrętnego spojrzenia wariata, czy młodocianego chuligana. Nikt taktownie nie zauważa mocno wczorajszych pasażerów, którzy swobodnie wymiotują lub sikają na platformach między wagonami.

A propos akrobacji – wyzwaniem niebywałym jest plasowanie tyłka na malutkich krzesełkach w taki sposób, by nie zahaczyć o cellulit sąsiada – większość bowiem podróżnych wykracza poza przepisowe wymiary siedzenia 😀
Z ustępowaniem miejsca, bywa różnie. Zdarza nam się, że ktoś widząc słaniającą się ze zmęczenia Ewkę ustąpi, a było i tak, że gdy my wstaliśmy by posadzić – rozpadającego się naszym zdaniem na kawałki starszego pana – ten nam uprzejmie podziękował, skwitowawszy z uśmiechem – „od razu widać, że jesteście z innego miasta”.
Jak już się nawdychamy, napatrzymy na wszystkich dziwaków i bogactwo typów ludzkich (dyskretnie!), porozpychamy, to z ulgą jednak wydobywamy się na powierzchnię, lub wyskakujemy z wagonów!

A które metro w naszych konkursach wygrywa? – tajwańskie! – pachnące, przejrzyste, intuicyjne. Nie wolno w nim jeść, pić i palic – i to widać – nie ma plameczki i można jeść z podłogi. Ale atmosfera też jakby inna
A powyższe impresje doskonale obrazują świetne zdjęcia Tomasz Siuda FotoStory i grafika z NYT
newyorker
zapraszamy do oglądania!

Author


Avatar