NYPuzzle

Prohibicja

Po wczorajszym, udanym niezwykle wieczorze, jakiego dane nam było doświadczać, temat prohibicji nasuwa się dzisiaj samoistnie!
Prohibicja wielu wykończyła, ale równie licznym zapewniła lata prosperity. Tak miało się z irlandzkim pubem McSorley’s Old Ale House, który cały czas świetnie funkcjonował, bo przecież dzielnicowi policjanci i politycy gdzieś musieli świętować fajrant. Otóż w pubie tym w 2011 odpowiednik tutejszego Sanepidu nakazał usunięcie….legendarnego kurzu z indyczych kostek szczęścia zwisających radośnie z lampy na barem od co najmniej I wojny światowej!
Wg tradycji, w Święto Dziękczynienia przełamuje się indyczą kostkę w kształcie litery V na szczęście – ten komu trafi się dłuższy kawałek ma gwarancję, iż jego życzenie się spełni. W rzeczonym pubie kostek akurat nie łamano, lecz wg legendy żołnierze piechoty udający się na wojnę wieszali je jako amulety mające zapewnić szczęśliwy powrót do domu. Właściciel bardzo niechętnie wykonał zalecenia departamentu zdrowia – osobiście oczyścił kosteczkowe relikwie i przy okazji lampę i zawiesił z powrotem . Kurz z lampy schował do pudełka, bo to też świętość była 🙂
Z tym pubem wiąże się jeszcze jedna ciekawostka – był to jeden z ostatnich przybytków, do którego nie wpuszczano kobiet, dopiero na mocy przepisów antydyskryminacyjnych z l. 70-tych otwarto podwoje dla dam. Paradoksalnie w l. 50/60 jego właścicielką była kobieta Dorothy O’Connell Kirwan, która pub odziedziczyła po ojcu. O ile rano mogła siedzieć w jego wnętrzu, przyjmując towar, dokonując obliczeń itp., wieczorem nie miała do niego wstępu – na łożu śmierci obiecała ojcu, że nie wprowadzi zmian. Do tego stopnia , że świętując rocznicę istnienia pubu, jubileuszowy kufel piwa wypiła na schodach!! Niepojęte! Nota bene managerem szybko stał się jej mąż.
Pub kontynuował więc linię – „Good Ale, Raw Onions, and No Ladies (Dobry Ale, Surowa Cebula i Żadnych Dam)”. A dlaczego cebula? Panowie opuszczający pub częstowani byli właśnie cebulą, żeby żony nie wywęszyły gdzie byli!!
Kobiety i dzieci były bowiem ofiarami nadmiernego spożycia alkoholu, ojcowie przepijali dniówki skazując rodziny na nędzną wegetację. Stąd pomnik na Union Square ufundowany przez filantropa i społecznika – matka nad fontanną– jedno dziecko na biodrze, drugie kilkuletnie niesie dzban z wodą. Miało to zachęcać do picia wody z niedawno uruchomionych wodociągów (także zamiast alkoholu). Niestety woda właśnie nie była czysta w owych czasach, wodę z publicznych fontann piło się z kubeczka przymocowanego łańcuchem, jak w Misiu Barei– nie bacząc na transfer bakterii ( ale za to zero waste i eko!), woda w kranach zwłaszcza po intensywnych deszczach miała pełno syfu (chlorowanie rozpoczęto w 1908 r.).
Alkohol spełniał więc funkcje odkażające i lecznicze i … zalecany był przez lekarzy, a w małych dawkach podawany także dzieciom. Nawet w czasach prohibicji whisky była sprzedawana na receptę , jako lekarstwo! Na taką kurację załapał się m. in. W. Churchill, który potrącony w 1932 r przez samochód wylądował w szpitalu – zachowała się nawet recepta 😉
Ten wpis dedykujemy Wandzie, za inspirację dziękując pewnemu Johnowi 

Author


Avatar